Latest Posts

Różne piętno, różne cierpienie

By 01:59


Tytuł: Różne piętno, różne cierpienie
Autor: Bartosz Szymczyk- psychoterapeuta, terapeuta par i rodzin, członek Sekcji Naukowej Terapii Rodzin Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, prowadzi zajęcia dla studentów na Uniwersytecie SWPS. Pracuje terapeutycznie w Ośrodku Naukowo-Terapeutycznym Ogrody Zmian w Warszawie

W gabinecie psychoterapeutycznym często spotykamy się z osobami, które cierpią z powodu trudnych relacji z innymi, ze światem i ze sobą. Klienci mają często negatywne przekonania o sobie i innych, czy zachowują się w sposób utrudniający im codzienne funkcjonowanie. Mówiąc językiem zmedykalizowanym, niektóre spośród tych zachowań lub doznań stanowią objawy, które, występując z odpowiednim nasileniem, dają obraz zaburzeń psychicznych. Przyjęcie zmedykalizowanego języka ma jednak różnorakie konsekwencje.

W relacji psychoterapeutycznej psycholog rzadko koncentruje się na leczeniu depresji w sensie medycznym. Częściej jako psychologowie koncentrujemy się w działaniu i myśleniu o pacjencie na pomocy mu wobec długotrwałego smutku lub wewnętrznego chaosu emocjonalnego. To jednak język zmedykalizowany, język zaburzeń psychicznych bardzo często pojawia się, kiedy mówimy o psychoterapii. A kiedy się pojawia, jednym z rezultatów jest stygmatyzacja, czyli proces naznaczania osoby cierpiącej. Naznaczania chorobą. W gabinecie mierzymy się z kilkoma rodzajami stygmatyzacji cierpiących psychicznie. Każdy z nich inaczej oddziałuje na cierpiącego.

Auto-stygmatyzacja

Nadanie zjawiskom psychicznym medycznej nazwy i medycznego charakteru może mieć zasadniczo dwojaki wpływ na przebieg psychoterapii. Jeżeli uznamy, że zamiast przeżywania smutku jesteśmy osobami chorymi na depresję, to negatywne przekonania zaczynają być częścią naszej tożsamości. Wiele rzeczy, takich jak radość czy zdrowie staje się odległych, nieosiągalnych ponieważ mamy chorobę- depresję, która zaczyna nas definiować jako chorujących.  Często pacjenci obwiniają się o chorobę, myśląc o smutku w kategoriach zakaźnych: kiedy się zarazili i od kogo. Widzą siebie jako niepełnosprawnych i wybrakowanych.

Sposobem radzenia sobie może być psychoedukacja dotycząca stanu osoby cierpiącej; wiedza o tym, że źródła trudności mogą być złożone- biologiczne, psychiczne, czy wynikające z otoczenia. Ważne także, by pokazywać klientom ich zasoby i wyjątki, by przekazać, że nie są wyłącznie chorobą, zaburzenie nie definiuje ich jako osób. Dotyczyć może raczej ich części a nie całości. Takie przeformułowanie pozwala zredefiniować siebie i trudność. Nie ma już wyłącznie mnie-chorego, tylko jest kłopot, który wspólnie można poznać, przeżyć i pójść dalej.

Oczekiwanie cudownej terapii

Z drugiej strony medyczna etykieta może stanowić świetny sposób obrony i zasłony: po co zastanawiać się i konfrontować ze swoim smutkiem, skoro można powiedzieć, że po prostu mam depresję i oczekiwać od profesjonalisty jej wyleczenia, najlepiej bez wnikania jakie mogą być jej źródła? To w pewnym sensie uwalniające! Ludzie właśnie w medycynie pokładają ogromne nadzieje i chcą widzieć ją jako wszechmocną. To pozwala „poddać się” terapii i w biernej pozycji nie mierzyć się z trudem i bezradnością. Medycyna chętnie odpowiada na takie zapotrzebowanie społeczne poprzez tworzenie pigułek szczęścia, wystandaryzowanych protokołów leczenia i podkreślanie obrazu lekarzy jako pewnych siebie, zdecydowanych fachowców. A przecież w rozmowach z lekarzami można usłyszeć, że nieraz, jak wszyscy ludzie, przeżywają dylematy diagnostyczne, rozterki terapeutyczne czy muszą mierzyć się z uczuciem bezsilności.

Ważne jest  więc aktywne uczestniczenie w terapii, choćby poprzez to by chcieć wiedzieć więcej o swoich trudnościach, poczytać o nich w poważnych źródłach lub najprościej- porozmawiać z psychoterapeutą.

Stygmatyzacja poprzez etykietę diagnostyczną

Medykalizacja pociąga za sobą specyficzny język profesjonalny. Choć diagnozy nozologiczne (czyli odwołujące się do nazwanych zaburzeń psychicznych) pomagają profesjonalistom w porozumiewaniu się między sobą, to efektem ubocznym jest posługiwanie się językiem opisującym osobę poprzez rozpoznanie kliniczne. Schizofrenik, nerwicowiec, borderlinowiec, to pochodzące z profesjonalnego medycznego języka etykiety, które łatwo, zwłaszcza w nieprofesjonalnych rękach, mogą stać się stygmatem, a nawet bronią. I to bronią obosieczną, gdyż i dla samego profesjonalisty są przeszkodą w myśleniu o osobie jako o złożonej całości. Można tego uniknąć, ale trzeba się starać i zmienić sposób mówienia. Osoba cierpiąca z powodu schizofrenii wydaje się być bowiem kimś zupełnie innymi niż schizofrenik, czy F20 (dedykowanyschizofrenii numer klasyfikacyjny ICD-10). Potrzebna jest edukacja profesjonalistów dotycząca wpływu etykietowania na przebieg zarówno leczenia jak i myślenia diagnostycznego i terapeutycznego.

Stygmatyzacja społeczna

Ludzie boją się inności i z tym lękiem chcą radzić sobie poprzez przerysowanie, karykaturę, czy powielanie stereotypów. Obraz osób cierpiących na zaburzenia psychiczne w mediach pełen jest stereotypów, co świetnie ujawniła kampania z udziałem Bartłomieja Topy, który odgrywając publicznie zachowania typowe dla osób z autyzmem, posądzany był o bycie pod wpływem środków odurzających. Trudno oczekiwać, by ludzie sami z siebie interesowali się różnymi rodzajami zaburzeń psychicznych, ale warto, by uzmysławiać społeczeństwu, że za trudnymi nie raz zrachowaniami stoi żywa, czująca i często cierpiąca osoba.

Specyficzny sposób stygmatyzacji społecznej to taki, który nie dotyczy bezpośrednio osób cierpiących z powodu zaburzeń psychicznych, ale rozlewa się niejako na całą rodzinę. Rodziny schizofreniczne, czy rodziny alkoholowe- to określenia, które piętnują grupę ludzi, sprawiają, że oprócz trudności wspólnej egzystencji z osobą cierpiącą dochodzi do tego także trudność funkcjonowania w społeczności lokalnej i raniące poczucie wstydu. Tu również rola psychologów jako psychoedukatorów wydaje się ważna, by uczyć rodziny, w których ktoś cierpi z powodu zaburzeń psychicznych rozmawiać o tym, jak reagować na stygmatyzację. Już samo stworzenie płaszczyzny do takiej rozmowy może konsolidować rodzinę i redukować napięcie związane ze wstydem i poczuciem niższości w społecznej hierarchii.

Zaburzenia psychiczne są powszechne, dotyczą wielu osób, mogą dotykać nas na różnych etapach życia. Nie ma dwóch kategorii: zdrowy i chory; wszyscy jesteśmy gdzieś na kontinuum zdrowia psychicznego, gdzie negatywnym biegunem nie jest choroba, bycie chorym, a cierpienie. Warto więc przeciwstawiać się stygmatyzacji i działać na rzecz redukowania jej negatywnego wpływu na osoby cierpiące, ich rodziny i proces terapii.


Wykorzystana grafika:
Autor: Katarzyna Szymanek, Licencja: Jestem sobą, nie chorobą

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Bartosz Szymczyk | Psycholog
www.OgrodyZmian.pl : Pomoc psychologiczna, psychoterapia, terapia par i rodzin
Warszawa Wesoła: ul. Mahoniowa 8
Warszawa Saska Kępa: ul. Francuska 22, lok. 14
tel: 227733639

You Might Also Like

0 komentarze

//]]>